$ cd .. wszystkie posty
grzegorz@bartman:~/blog/open-source/sovereign-tech-fund-czyli-jak-niemcy-finansuja-krytyczny-open-source.md
_ ×
Open Source

Sovereign Tech Fund, czyli jak Niemcy finansują krytyczny open source

Open source jest dziś podstawą wielu systemów używanych przez firmy, administrację i zwykłych użytkowników. Część ważnych projektów utrzymują jednak małe zespoły albo pojedyncze osoby. Niemcy potraktowali ten problem jak sprawę publicznej infrastruktury i uruchomili Sovereign Tech Fund.

Ten fundusz jest ciekawym przykładem praktycznego podejścia do suwerenności cyfrowej w Europie. Zamiast kończyć temat na hasłach o niezależności od Big Tech, Niemcy stworzyli mechanizm, który płaci za konkretne prace przy konkretnych projektach open source.

Dlaczego open source stał się infrastrukturą

Wiele firm korzysta z open source codziennie, chociaż nie zawsze ma to wypisane na fakturze od dostawcy. Biblioteki programistyczne, frameworki, menedżery pakietów, narzędzia bezpieczeństwa, serwery, systemy operacyjne, protokoły i narzędzia deweloperskie są wbudowane w tysiące produktów.

Administracja publiczna ma podobne zależności. Systemy urzędowe, portale, rozwiązania chmurowe, systemy obiegu dokumentów i aplikacje wewnętrzne zwykle korzystają z wielu otwartych komponentów.

Skala użycia często nie idzie w parze ze skalą finansowania.

Projekt może być używany przez miliony aplikacji, a jednocześnie być utrzymywany przez kilka osób. Czasem przez jedną osobę, która pracuje nad nim po godzinach. Dopóki wszystko działa, mało kto zwraca na to uwagę. Kiedy pojawia się poważna luka bezpieczeństwa, okazuje się, że od małego projektu zależą banki, sklepy internetowe, urzędy, szpitale i duże firmy technologiczne.

Dobrym przykładem jest Log4j. Jedna luka w popularnej bibliotece Javy wywołała ogromny problem bezpieczeństwa na całym świecie. Wyszło wtedy na jaw, jak długa jest lista systemów zależnych od jednego komponentu, którego większość użytkowników nigdy bezpośrednio nie widziała.

Czym jest Sovereign Tech Fund

Sovereign Tech Fund to niemiecki publiczny program finansowania kluczowych technologii open source. Wspiera rozwój, bezpieczeństwo i utrzymanie otwartych technologii bazowych.

Niemcy używają pojęcia open digital base technologies. Chodzi o warstwę pod aplikacjami użytkownika: komponenty, z których programiści i administratorzy budują inne systemy.

Kilka przykładów takich technologii:

  • biblioteki programistyczne,
  • menedżery pakietów,
  • implementacje protokołów komunikacyjnych,
  • narzędzia administracyjne,
  • narzędzia deweloperskie,
  • technologie szyfrowania,
  • narzędzia bezpieczeństwa,
  • standardy i komponenty infrastrukturalne.

Na liście wspieranych projektów pojawiają się m.in. OpenSSH, curl, WireGuard, OpenSSL, PHP, Drupal, systemd, FreeBSD, GNOME, FFmpeg, OpenStreetMap, Let’s Encrypt, Mastodon i Python Software Foundation.

Sovereign Tech Fund nie finansuje kolejnych aplikacji dla użytkownika końcowego. Fundusz nie szuka typowych komunikatorów, portali czy systemów do przechowywania plików. Interesuje go warstwa, na której takie systemy powstają.

Jak powstał fundusz

Przed uruchomieniem funduszu powstało studium wykonalności. Jego autorzy sprawdzali, jak wspierać otwarte technologie bazowe i jakie instrumenty finansowania mają sens.

Sovereign Tech Fund zaczął działać we wrześniu 2022 roku w ramach SPRIND GmbH, czyli niemieckiej Federalnej Agencji ds. Innowacji Przełomowych. Oficjalny start odbył się 18 października 2022 roku w Bundestagu.

Na początku był to pilotaż. Według raportu z fazy pilotażowej na czwarty kwartał 2022 roku zarezerwowano ok. 1,3 mln EUR, a ok. 1,25 mln EUR wydano na uruchomienie programu i pierwszą rundę dziewięciu projektów.

W pilotażu znalazły się m.in.:

  • OpenMLS,
  • curl,
  • WireGuard,
  • OpenSSH,
  • Bundler i RubyGems,
  • OpenBGPd,
  • Sequoia PGP,
  • Fortran Package Manager,
  • OpenPGP.js i GopenPGP.

Ten zestaw dobrze pokazuje sposób myślenia funduszu. Na liście są elementy potrzebne do bezpieczeństwa, komunikacji, pakietowania oprogramowania i działania internetu. Modne aplikacje z ładnym interfejsem są poza głównym zakresem.

Jak działa Sovereign Tech Agency

Sovereign Tech Fund działa dziś w szerszej organizacji o nazwie Sovereign Tech Agency GmbH. Jest to spółka zależna SPRIND.

Na początku fundusz był inkubowany w SPRIND. Po pierwszym roku Niemcy zdecydowali, że program powinien zostać utrwalony jako osobna organizacja. W 2024 roku powstała Sovereign Tech Agency, która jest domem dla funduszu i dodatkowych programów.

Według oficjalnego FAQ agencja jest dziś finansowana przez niemieckie Federalne Ministerstwo Cyfryzacji i Modernizacji Państwa. Starsze materiały wskazują BMWK, czyli Federalne Ministerstwo Gospodarki i Ochrony Klimatu. Przy analizie budżetów trzeba więc patrzeć na rok publikacji źródła i aktualny podział kompetencji w niemieckim rządzie.

Agencją kierują Adriana Groh, Luisa von Beust i Fiona Krakenbürger. Formalnie, według dostępnych informacji rejestrowych i impressum, zarząd tworzą Adriana Groh i Luisa von Beust. Fiona Krakenbürger pełni rolę CTO i odpowiada za strategię technologiczną oraz inwestycje.

Nie jest to więc luźna inicjatywa społecznościowa. To publicznie finansowana organizacja, działająca w strukturze niemieckiego systemu instytucjonalnego, ale z zespołem rozumiejącym open source.

Jak formalnie działa finansowanie

Fundusz nie działa jak klasyczny program grantowy dla hobbystów ani jak fundusz venture capital. Bliżej mu do publicznego mechanizmu zamawiania prac przy krytycznej infrastrukturze cyfrowej.

Proces wygląda mniej więcej tak:

  1. Państwo zapewnia finansowanie z budżetu publicznego.
  2. Program działa przez wyspecjalizowaną organizację.
  3. Zespół sam wyszukuje ważne projekty open source i przyjmuje zgłoszenia przez platformę.
  4. Projekty są oceniane według jawnych kryteriów.
  5. Po pozytywnej ocenie następuje doprecyzowanie zakresu prac.
  6. Agencja konsultuje wybór z zewnętrznymi ekspertami.
  7. Na końcu przygotowywany jest kontrakt.
  8. Płatności są powiązane z fakturami i raportowaniem postępu.
  9. Po zakończeniu projektu powstaje raport końcowy.

Według studium przypadku OSOR fundusz działa pod niemieckim prawem zamówień publicznych. Niemcy nie tylko „dają pieniądze open source”. Zamawiają konkretne prace, które mają znaczenie dla bezpieczeństwa i stabilności infrastruktury cyfrowej.

Kto może aplikować

Sovereign Tech Fund przyjmuje zgłoszenia z całego świata. Niemcy nie ograniczyli funduszu tylko do projektów niemieckich albo europejskich.

Jeśli niemiecka administracja i niemieckie firmy korzystają z globalnego projektu open source, to poprawa tego projektu wzmacnia także niemiecką gospodarkę i administrację.

Aplikować mogą różne podmioty:

  • osoby fizyczne,
  • firmy,
  • fundacje,
  • społeczności open source,
  • fiscal host, czyli organizacja obsługująca finanse projektu,
  • inne organizacje zdolne podpisać kontrakt.

Jeśli aplikant nie jest głównym opiekunem projektu, musi pokazać, że jest w kontakcie z opiekunami albo społecznością i że planowane prace mają ich akceptację.

Takie podejście pasuje do open source, bo formalna struktura projektów bywa różna. Czasem projekt ma fundację. Czasem firmę. Czasem tylko grupę osób. Program musi umieć z tym pracować, inaczej odetnie wiele ważnych projektów.

Jakie są kryteria wyboru projektów

Sovereign Tech Fund ocenia projekty według sześciu głównych kryteriów.

Pierwsze kryterium to powszechność użycia. Fundusz sprawdza, czy dana technologia jest szeroko używana przez inne technologie. Nie chodzi tylko o liczbę gwiazdek na GitHubie. Ważniejsze jest to, czy od projektu zależą inne systemy.

Drugie kryterium to znaczenie dla ważnych sektorów. Projekt może być istotny dla edukacji, ochrony zdrowia, energetyki, przemysłu, administracji albo bezpieczeństwa.

Trzecie kryterium to podatność projektu na problemy. Chodzi o niedofinansowanie, brak ludzi, dług techniczny, ryzyko wypalenia opiekunów albo zależność od jednej osoby.

Czwarte kryterium to interes publiczny. Fundusz musi widzieć, że finansowanie przyniesie korzyść społeczeństwu albo krytycznym sektorom.

Piąte kryterium to sensowność proponowanych działań. Zespół ocenia, czy plan jest realny, czy budżet pasuje do zakresu i czy prace faktycznie poprawią bezpieczeństwo, stabilność albo utrzymanie technologii.

Szóste kryterium to kompetencje. Aplikanci muszą pokazać, że mają wiedzę, doświadczenie i zaufanie społeczności projektu.

Te kryteria można przenieść także do Polski. Są zrozumiałe, praktyczne i nie sprowadzają się do pytania, kto lepiej napisał wniosek.

Jak wygląda proces aplikacji

Aplikacje składa się przez platformę online. Sovereign Tech Agency nie chce dodatkowych materiałów mailem na tym etapie. Wniosek musi być po niemiecku albo angielsku.

Proces ma kilka etapów.

Najpierw zespół sprawdza wymagania formalne. Projekt musi dotyczyć otwartych technologii bazowych. Kod i dokumentacja muszą być na licencjach pozwalających na swobodne używanie, modyfikowanie i redystrybucję. Dla kodu akceptowane są licencje zatwierdzone przez OSI albo FSF.

Następnie projekty, które przejdą pierwszy etap, są oceniane według kryteriów merytorycznych. Ten etap może potrwać do 10 tygodni.

Jeśli ocena jest pozytywna, zaczyna się faza doprecyzowania zakresu. Program manager rozmawia z aplikantem, wyjaśnia otwarte pytania, doprecyzowuje budżet, zakres prac, kamienie milowe i opis projektu.

Potem agencja konsultuje projekt z zewnętrznymi ekspertami i praktykami open source. Ta perspektywa jest brana pod uwagę przy finalnym wyborze.

Na końcu odbywa się weryfikacja prawna, sprawdzenie zgodności formalnej, przygotowanie dokumentów i kontraktu. Ten etap może potrwać do 8 tygodni.

Cały proces od zgłoszenia do możliwego startu kontraktu trwa około 6 miesięcy.

Jakie kwoty wchodzą w grę

Aktualne minimum to 50 tys. EUR. Tyle musi przekraczać koszt prac opisanych we wniosku.

Wcześniej minimum wynosiło 150 tys. EUR. Fundusz obniżył je do 50 tys. EUR, bo taka kwota lepiej pasuje do wielu opiekunów projektów, którzy nie mogą od razu wejść w pełnoetatowe zaangażowanie.

Raport z fazy pilotażowej opisywał model w takich parametrach:

  • 50-500 tys. EUR na projekt,
  • 6-24 miesiące trwania projektu,
  • ok. 30 projektów rocznie,
  • ok. 10 mln EUR rocznego wolumenu finansowania,
  • dodatkowe wsparcie, np. audyty, konsultacje i coaching.

Aktualna strona programu nie podaje sztywnego górnego limitu. Według studium przypadku OSOR w praktyce inwestycje dochodziły do ok. 1 mln EUR.

W pierwszym roku działania Sovereign Tech Fund zainwestował 15,25 mln EUR w 40 projektów technologicznych. W 2024 roku oficjalne materiały mówiły o 23,5 mln EUR zainwestowanych łącznie w ponad 60 technologii.

Według aktualnej strony z listą technologii agencja zidentyfikowała 195 krytycznych technologii, wsparła 108 technologii i zleciła prace o wartości 37,3 mln EUR.

Te liczby trzeba czytać ostrożnie. Część źródeł pokazuje budżet roczny. Część mówi o wartości zleconych prac. Część łączy fundusz z programami dodatkowymi. Widać jednak skalę: to już nie jest mały eksperyment, tylko stały mechanizm finansowania cyfrowej infrastruktury.

Co finansuje fundusz

Fundusz finansuje prace mało widoczne dla użytkownika, ale potrzebne dla stabilności projektu.

Przykładowe obszary:

  • poprawki bezpieczeństwa,
  • usuwanie błędów,
  • modernizacja kodu,
  • poprawa procesu wydawania nowych wersji,
  • testy,
  • dokumentacja,
  • audyty kodu,
  • prace przy CI/CD,
  • zmniejszanie długu technicznego,
  • utrzymanie kluczowych funkcji,
  • wynagrodzenie opiekunów projektów.

Rynek słabo płaci za takie zadania. Firma chętnie zapłaci za funkcję potrzebną jej produktowi. Rzadziej zapłaci za przebudowę wewnętrznej architektury biblioteki, z której korzystają wszyscy. A właśnie takie prace często decydują o bezpieczeństwie i stabilności całego ekosystemu.

Jak wygląda raportowanie

Raportowanie ma być możliwie lekkie. Zbyt ciężka biurokracja odstraszyłaby wiele projektów open source.

Według FAQ regularne raporty są zwykle powiązane z fakturowaniem. Forma raportu jest ustalana między projektem a program managerem. Może to być mail, lista punktów, krótki opis albo linki do pull requestów.

Na końcu projektu potrzebny jest raport końcowy. Ma opisać:

  • jaki wpływ miało finansowanie na projekt,
  • co udało się zrobić,
  • jakie problemy pojawiły się po drodze,
  • jaki był wpływ na społeczność,
  • jakie są kolejne kroki.

Państwo musi wiedzieć, na co poszły pieniądze. Jednocześnie nie powinno wymagać od małych zespołów open source takiej dokumentacji, jakiej wymaga się od dużych wykonawców w klasycznych przetargach.

Jakie są programy obok funduszu

Sovereign Tech Agency to dziś nie tylko główny fundusz. Wokół niego powstało kilka dodatkowych programów.

Sovereign Tech Fund jest głównym programem inwestowania w bazowe technologie open source.

Sovereign Tech Resilience zajmuje się bezpieczeństwem i odpornością projektów. Obejmuje m.in. bezpośrednie wkłady w projekty, audyty kodu oraz program bug bounty i fix bounty.

Sovereign Tech Fellowship wspiera ludzi stojących za kodem. Chodzi o opiekunów projektów, osoby zarządzające społecznością i osoby piszące dokumentację techniczną.

Sovereign Tech Challenge działa jako model konkursowy. Ma szukać nowych rozwiązań dla konkretnych problemów w ekosystemie open source.

Sovereign Tech Standards wspiera udział opiekunów projektów open source w pracach nad standardami, np. w IETF, W3C i ISO.

Samo finansowanie kodu nie wystarczy. Trzeba też finansować bezpieczeństwo, dokumentację, ludzi, standardy i współpracę między projektami.

Dlaczego to jest element suwerenności cyfrowej

Suwerenność cyfrowa często brzmi jak hasło polityczne. Tutaj chodzi o konkretne rzeczy.

Państwo i firmy powinny wiedzieć, od jakich technologii zależą. Powinny mieć możliwość audytu. Powinny mieć dostęp do kompetencji. Powinny umieć utrzymać krytyczne systemy, nawet gdy zmieniają się dostawcy albo sytuacja geopolityczna.

Open source pomaga, bo daje dostęp do kodu i możliwość niezależnego rozwoju. Ale sam dostęp do kodu nie wystarczy. Jeśli nikt nie płaci za utrzymanie, testy, bezpieczeństwo i opiekę nad projektem, to otwartość nie rozwiązuje problemu.

Sovereign Tech Fund dobrze pokazuje tę różnicę. Samo „używajmy open source” nie wystarczy. Trzeba jeszcze zapłacić za jego utrzymanie.

Co z tego wynika dla Polski

Polska powinna uważnie przyjrzeć się temu modelowi.

Nie trzeba kopiować go jeden do jednego. Niemcy mają inne instytucje, większy budżet i inną pozycję w Europie. Sam mechanizm jest jednak praktyczny.

Polska administracja i polskie firmy korzystają z tych samych globalnych komponentów open source. Korzystamy z bibliotek, frameworków, systemów serwerowych, narzędzi bezpieczeństwa i standardów. Jeśli one są słabe, niedofinansowane albo zależne od jednej osoby, to ryzyko dotyczy także nas.

W Polsce podobny fundusz mógłby finansować:

  • komponenty używane w administracji publicznej,
  • biblioteki i narzędzia używane przez polskie firmy,
  • bezpieczeństwo popularnych projektów open source,
  • audyty kodu,
  • dokumentację i testy,
  • procesy wydawania nowych wersji,
  • prace opiekunów projektów,
  • udział w pracach nad standardami,
  • utrzymanie otwartych systemów używanych przez sektor publiczny.

Polsce nie jest potrzebny kolejny program na prototypy. Bardziej przydałby się mechanizm finansowania utrzymania tego, z czego już korzystamy.

Jak mógłby wyglądać polski pilotaż

Zacząłbym od małego pilotażu na 2 lata, bez budowania od razu dużej agencji. Program mógłby działać przy istniejącej instytucji, ale powinien mieć osobny zespół, jasną markę i ludzi rozumiejących open source, bezpieczeństwo oraz zamówienia publiczne. Roboczo wyobrażam sobie budżet od 10 do 20 mln PLN, od 10 do 20 finansowanych projektów, kwoty od 200 tys. do 1 mln PLN na projekt, lekkie raportowanie i publiczny raport po pierwszym roku.

Taki program powinien łączyć dwa tryby. Pierwszy to otwarte zgłoszenia, w których projekty same aplikują. Drugi to aktywne wyszukiwanie komponentów, od których zależy polska administracja i gospodarka. Ten drugi tryb jest ważny, bo najważniejsze projekty nie zawsze mają ludzi, którzy będą pisać wnioski. Czasem trzeba do nich dotrzeć i zaproponować finansowanie konkretnych prac.

Przed startem trzeba rozstrzygnąć kilka spraw: czy finansujemy tylko projekty z Polski, czy także globalne projekty używane w Polsce; czy beneficjentem może być osoba fizyczna, firma, fundacja albo fiscal host; czy pieniądze idą przez granty, kontrakty czy model mieszany; jak mierzymy krytyczność i jak sprawdzamy efekty. Polska nie musi wymyślać wszystkiego od zera. W 2025 roku Komisja Europejska powołała Digital Commons EDIC, a Polska pojawia się tam jako obserwator. Jednym z pierwszych projektów ma być pilotaż europejskiego Sovereign Tech Fund we współpracy z niemiecką Sovereign Tech Agency.

Co ten model ma wspólnego z Drupalem

Patrzę na ten temat także z perspektywy świata Drupala. To system, w którym od lat powstają serwisy administracji, uczelni, organizacji publicznych i dużych firm. Jeśli państwo chce mieć powtarzalne, dostępne, bezpieczne i tanie w utrzymaniu strony internetowe, Drupal jest jednym z naturalnych kandydatów.

Dobrym przykładem jest Australia. Tam działa GovCMS, czyli rządowa usługa CMS i hostingu oparta na Drupalu. Według oficjalnej strony GovCMS obsługuje ponad 370 stron dla ponad 115 agencji na różnych poziomach administracji. To pokazuje, że państwo może potraktować Drupal nie jako jednorazowy wybór technologii dla jednej strony, ale jako wspólną infrastrukturę dla wielu instytucji.

W Polsce podobny mechanizm mógłby dać duże oszczędności. Zamiast tego, że każde miasto, gmina albo urząd osobno zamawia stronę szytą na miarę od innej firmy, można byłoby stworzyć i utrzymywać wspólny starter na Drupalu: z gotową architekturą treści, dostępnością, bezpieczeństwem, integracjami, standardami wizualnymi i modułami potrzebnymi samorządom. Firmy nadal mogłyby wdrażać, dostosowywać i utrzymywać takie strony, ale pieniądze publiczne nie szłyby za każdym razem na budowanie od zera tych samych podstaw.

Na co trzeba uważać

Taki fundusz można łatwo zepsuć.

Największe ryzyko to klasyczna logika dotacyjna. Jeśli program będzie premiował ładne wnioski, tabelki i formalne opisy, a nie realną wartość techniczną, to pieniądze nie trafią tam, gdzie powinny.

Drugie ryzyko to zbyt ciężkie raportowanie. Opiekunowie małych projektów open source często nie mają działów administracyjnych. Jeśli obsługa finansowania będzie zbyt trudna, najlepsi ludzie po prostu nie będą aplikować.

Trzecie ryzyko to przejęcie programu przez duże firmy usługowe. Firmy mogą być dobrymi wykonawcami, ale fundusz powinien pilnować, żeby prace miały akceptację społeczności projektu i wzmacniały wspólną infrastrukturę, a nie tylko produkt jednego dostawcy.

Czwarte ryzyko to zbyt wąski zakres. Jeśli Polska finansowałaby tylko projekty prowadzone w Polsce, wpływ byłby ograniczony. Wiele krytycznych komponentów jest globalnych.

Piąte ryzyko to zbyt szeroki zakres. Jeśli fundusz zacznie finansować dowolne aplikacje, portale i prototypy, przestanie być funduszem infrastrukturalnym.

Jak mierzyć efekty takiego programu

W open source nie wszystko da się zmierzyć prostymi wskaźnikami. Dużą wartością może być brak awarii, brak luki bezpieczeństwa albo mniejsza zależność projektu od jednej przeciążonej osoby.

Dlatego warto łączyć dane ilościowe i jakościowe.

Można mierzyć:

  • wykonane kamienie milowe,
  • poprawki bezpieczeństwa,
  • skrócenie backlogu,
  • większą liczbę aktywnych opiekunów,
  • poprawę dokumentacji,
  • jakość testów,
  • stabilność procesu wydawania nowych wersji,
  • czas reakcji na zgłoszenia,
  • stabilność API,
  • adopcję przez administrację albo firmy,
  • wpływ na społeczność projektu.

Po zakończeniu finansowania trzeba też rozmawiać z projektami. Same metryki z repozytorium nie pokażą, czy pieniądze naprawdę poprawiły sytuację. Czasem ważniejsza będzie informacja, że projekt zyskał drugiego opiekuna, poprawił dokumentację albo uporządkował proces wydań.

Dlaczego to ważne dla firm

Sovereign Tech Fund jest też ważnym sygnałem biznesowym.

Jeśli państwa zaczynają traktować open source jako infrastrukturę, to będzie rosło znaczenie usług wokół open source. Firmy będą potrzebować nie tylko wdrożeń, ale też utrzymania, audytów, wsparcia, integracji i zgodności z regulacjami.

Dotyczy to takich obszarów jak:

  • systemy CMS i portale internetowe,
  • systemy ERP i obieg dokumentów,
  • wewnętrzne portale firmowe i intranety,
  • systemy dla administracji publicznej,
  • biblioteki programistyczne i frameworki,
  • narzędzia bezpieczeństwa i audyty kodu,
  • migracje z zamkniętych systemów na otwarte rozwiązania,
  • długoterminowe wsparcie dla infrastruktury open source.

Open source przestaje być tylko tańszą alternatywą dla komercyjnego oprogramowania. Coraz częściej staje się strategiczną decyzją technologiczną. Jeśli firma albo urząd chce z niego korzystać na poważnie, musi myśleć także o utrzymaniu.

Podsumowanie

W polskich instytucjach już dziś jest dużo open source. Często jednak wybór takiego rozwiązania dzieje się oddolnie: urząd, zespół albo wykonawca wybiera konkretny system, a potem osobno go dostosowuje. W praktyce wiele podobnych instytucji płaci później za bardzo podobne prace.

Można byłoby przenieść część takich decyzji wyżej i bardziej świadomie wybierać rozwiązania open source dla administracji. Jeśli w wielu urzędach brakuje podobnego modułu, integracji, wtyczki albo poprawki bezpieczeństwa, fundusz mógłby sfinansować jej przygotowanie. Kod trafiałby potem z powrotem do open source, a kolejne instytucje mogłyby używać go bez budowania wszystkiego od zera.

Takie podejście widać już w świecie Drupala. Australia ma GovCMS, a Komisja Europejska publikuje na GitHubie repozytoria ec-europa z narzędziami i komponentami używanymi przy swoich projektach webowych, w tym przy projektach Drupal. To pokazuje prostą zasadę: jeśli administracja i tak finansuje rozwój stron oraz systemów, część tych pieniędzy może budować wspólną bazę, z której później korzystają następni.

Największa wartość polskiego odpowiednika Sovereign Tech Fund nie polegałaby więc na samym rozdaniu pieniędzy. Chodziłoby o mechanizm, który zamienia pojedyncze, rozproszone dostosowania w publicznie dostępne ulepszenia wspólnej infrastruktury.

Można na to patrzeć trochę jak na autostradę. Korzystają z niej wszyscy, więc ma sens, żeby ją wspólnie utrzymywać i ulepszać. Jeśli trzeba dobudować pas, poprawić zjazd albo zwiększyć bezpieczeństwo, nie robi tego osobno każde miasto dla siebie. Podobnie może działać open source w administracji: jedna dobrze sfinansowana poprawka może później służyć wielu instytucjom.

Grzegorz Bartman

Grzegorz Bartman

Co-CEO i Współzałożyciel Droptica, polskiej agencji Drupalowej. Współorganizator DrupalCamp Polska od 2012. Pisze o open source, produktywności i hardware.